O MNIE



                                                       Jak dobrze, że tu jesteś!

Gotowanie to kochanie to miejsce, gdzie kreatywność, wyobraźnia, zapachy, smaki i miłość mieszają się ze sobą tworząc niezwykłe kompozycje. Jeśli jest to tylko coś, co mogę zrobić własnymi rękami- jestem na głośne, podekscytowane TAK! I mam nadzieję, że ta ekscytacja i radość udzieli się także Tobie!
  





To ja. Paulina, lat 24 (jeszcze i tak już pewnie pozostanie),wciąż szukam swojego "miejsca na ziemi", które oswoi mojego romantycznie cygańskiego ducha. Jestem zapaloną wielbicielką odkrywania nowych smaków z sentymentem do klasyki. Perfekcjonistką z milionem pomysłów i taką samą ilością ROZPOCZĘTYCH projektów. Jeśli coś kocham, kocham to całą sobą, bezwarunkowo. Najlepiej czuję się nad oceanem, ale marzy mi się chatka w górach. Moim ulubionym miejscem na ziemi jest... miejsce, w którym jest mój ukochany, moja rodzina i przyjaciele. I dobra kawa.
DOWÓD

Inspiruje mnie wszystko, co jest dookoła mnie, w każdej rzeczy staram się widzieć potencjał. Dlatego nie odejmuję wartości nawet starym puszkom. Moim idolem kulinarnym jest po trochu Nigella Lawson i Bree Van de Kamp. Kocham czerpać inspirację z innych kultur.

Ciągle uczę się śmiać z siebie, a czasami do łez potrafi doprowadzić mnie The Big Bang Theory. 
Płaczę, gdy tęsknię.
Moi przyjaciele opisaliby mnie pewnie jako... nieustraszoną cygankę.
Jeśli byłabym przepisem, byłabym przyrządzona z miodu, czereśni, cynamonu, brukselki i ziemniaków. Fuj!








kolor : och, różowy
kwiaty : słoneczniki
piosenka : "Bohemian like you" The Dandy Warhols
kiedy śpiewam to... : moje psy zaczynają wyć; szanty z mamą i siostrami
książka: Harry Potter, naprawdę
film : "Kobiety na skraju załamania nerwowego" Almodovara
sport: joga
jedzenie: pizza, czosnkowe krewetki i coś z cynamonem, no i jak na prawdziwą Polkę przystało rosół z lanymi kluskami i pierogi
taniec: salsa i walc angielski









pisać czy mówić: pisać
czarny/biały:...różowy
ćwiczyć/odchudzać się: ćwiczyć, najlepiej jogę
ze sklepu/zrobione: zrobione
dentysta/fryzjer: DENTYSTA! Fryzjerzy przyprawiają mnie o ciarki
Obcasy/płaskie buty: Ugg's . I japonki



                                       

 Już od piątego miesiąca było mi spieszno na świat, więc kopałam i tańczyłam w brzuchu mojej mamy w rytm wymyślonej muzyki, znacznie utrudniając jej błogosławione miesiące ciąży. Kiedy w końcu dopięłam swego i zostałam powitana jako Paulina,a nie wymarzony Maurycy (mamo, co Ty sobie myślałaś??), nie było wcale łatwiej. Od razu stało się jasne - ta mała lubi robić rzeczy po swojemu. Zero wózka, zero pomagania przy wiązaniu bucików, a już najbardziej zero butelki - cześć, to ja, Zosia Samosia.

Dzięki dwugodzinnym wyprawom z moją anielsko cierpliwą mamą do sklepu za rogiem, poznałam wszystkie małe bestyjki i robaczki mieszkające w pobliżu mojego domu i bez pamięci zakochałam się w naturze.

Od pierwszego momentu, gdy zobaczyłam i dotknęłam różowej tkaniny - oszalałam na punkcie tego koloru i, jak bardzo chciałabym, by mi przeszło, szaleństwo i bezwarunkowa miłość pozostały. Co widać na załączonym obrazku.
                 

W wieku pięciu lat oświadczyłam rodzicom, że zamierzam być pianistką i zarządziłam zapisanie mnie do Szkoły Muzycznej. Niestety, nawet geniuszy nie przyjmowano w tym wieku, więc musiałam pogodzić się z nauczaniem indywidualnym. W końcu, po 2 latach przygotowań, zostałam oficjalnie przyjęta i to radykalnie zmieniło obraz mojego dzieciństwa. Oczywiście, w wakacje moja dusza hulała, jednak w ciągu roku szkolnego z tęsknotą patrzyłam na bawiących się na podwórku przyjaciół, ćwicząc gamy na moim czarnym, zabytkowym pianinie. W tych latach wykształciłam w sobie zmysł organizacyjny - mieszkając w małej wiosce, dojeżdżając autobusem do podstawówki i do Szkoły Muzycznej, wykorzystywałam godziny w podróży na odrabianie lekcji, uczenie się i robienie moich ulubionych list "do zapamiętania".

W przeciągu kilku kolejnych lat zapragnęłam zostać tancerką i tak rozpoczęła się moja przygoda z tańcem towarzyskim, który stał się jedną z miłości mojego życia i, co tu dużo ukrywać, ukształtował moje nogi;)

Wychowałam się blisko lasu, ale także blisko morza, którego jestem zapaloną fanką (nasze relacje trochę ochładzają się zimą).


Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza na świecie i jest moją największą podporą. Nawet, jeśli nie zgadzają się z moimi wyborami, zawsze wspierają nawet te najbardziej szalone pomysły. Są również najlepszymi krytykami mojej pracy, skarbnicą wiedzy i tymi, którzy bez pytań przyjmą mnie pod swój dach, gdy coś mi się nie udaje. Bez mojej mamy, jej poświęceń i nieustannego "nie poddawaj się" nie spełniłabym tylu moich marzeń, a gdyby nie moje bezwarunkowe uwielbienie nieustraszonego dziadka Henia, pewnie nie miałabym na nie odwagi. Mam dwie siostry, starszą i młodszą, każda z nas jest kompletnie inna, lecz nasza miłość jest identyczna.
Moja mama też bloguje! Sprawdźcie jej blog tutaj Z KLASY





Mój największy fan, przyjaciel, pomocnik,ostoja spokoju i cierpliwości- mój luby Marcin. Poznaliśmy się w Studium Animatorów we Wrocławiu. I od tego czasu się nie rozstajemy. Wspieramy się w nawet tych najtrudniejszych chwilach. Oboje kochamy taniec, dobre jedzenie i animację. To Marcin jest powodem, dla którego zaczęłam gotować - i stąd GOTOWANIE TO KOCHANIE. Bez niego pewnie dalej przypalałabym wodę. To on poświęcał swoje wolne wieczory podczas (nie takiego łatwego) życia animacyjnego, by pomóc mi w nigdy nie kończących się przygotowaniach dekoracji i materiałów do Miniclubu. I nigdy nie pisnął słówka! To Marcin stawia moje fruwające w obłokach nogi na ziemi, kiedy tego potrzebuję. Chociaż nie lubię go za jedną rzecz-za to, jak się opala. Spójrzcie na to!





Po liceum chciałam zrobić sobie przerwę, by zastanowić się, co tak naprawdę (oprócz tańca, sportu i muzyki) chciałabym robić w życiu. Za namowami zrezygnowałam z tego pomysłu i postanowiłam zostać fizjoterapeutką. Niepewnie, tak niepewnie, że po kilku miesiącach się rozmyśliłam. Na szczęście, bo znalazłam coś w sam raz dla siebie - szkołę animacji kultury. Kto nie wierzy w przeznaczenie? Tam poznałam mojego kochanego 



Po drodze spróbowałam jeszcze swego szczęścia w Studium musicalowym, jednak moje aktorstwo oblało sprawę.(Po wyjeździe na Kanary się poprawiło, więc niech teraz żałują!:P)

W animacji odnalazłam się świetnie, tak, że razem z Marcinem postanowiliśmy wyjechać do Hiszpanii, by poznać swoje możliwości. Podbiliśmy casting i po kilku miesiącach wyjechaliśmy na Wyspy Kanaryjskie. Niestety, nie mogliśmy pracować razem (nawet na tej samej wyspie!) przez długi czas, dopiero pod koniec razem wylądowaliśmy na Fuerteventurze, w Corralejo.
W ciągu niecałych dwu lat mieszkałam na Gran Canarii, Lanzarote i Fuerteventurze, byłam animatorką fitnessu, szefem animacji w wielkim hotelu i szefem Miniclubu. Poznałam mnóstwo niezwykłych osób, przełamałam swoją nieśmiałość  i otworzyłam się na ludzi, nauczyłam się miliona rzeczy i poznałam na zawsze bliską już memu sercu kulturę Wysp Kanaryjskich.




Udało mi się osiągnąć coś, o czym zawsze marzyłam, zainspirować wiele osób, z czego jestem niezwykle dumna. Dlatego też mam nadzieję, że na moim blogu znajdziesz coś, co Cię zainspiruje i zachwyci, a jeśli tak, to że podzielisz się ze mną swoimi odczuciami.



Chcesz się ze mną skontaktować? 
Najłatwiej jest napisać maila lub uchwycić mnie na którymś z portali społecznościowych




Popularne posty :


Podobał Ci się post? Coś Cię zainspirowało? Masz pytania? 
Podziel się swoją opinią!
Spraw, że mój dzień będzie piękniejszy!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podoba Ci się artykuł? Masz pytania, wątpliwości? Podziel się swoją opinią! Spraw, że mój dzień będzie piękniejszy!